S
łowo od tłumacza

Dobrze poczytać o marksizmie kulturowym bezpośrednio z materiałów źródłowych jak tu. Bo ostatnio to głównie gadające głowy z jutubów o tym Polakom nadają. To dobre jako informacja, ale nie pogłębia myślenia. Jutuby to odmiana TV, frontmózgowa pasywność. I mamy dodatkowy problem.
Kiedy zacząłem puszczać w sieci te tłumaczenia półtora dekady temu, jak tu czy tu, rozumiało się, że amerykańscy "dysydenci" wyłożyli te sprawy na tapetę już w latach 90. ub. wieku. Tę chronologię trzeba uświadamiać, żeby nie było potem kosztownych rozczarowań aspirującymi ewangelistami anty-kulturmarksizmu w Polsce. Takimi co to powiem wam wreszcie (ja! ja!) co naprawdę za Kurtyną, a sieją męt w sprawie rzeczywiście Dużego Luda, tj. siłowej obecności żydowskiej. Np. Krzysztof Karoń, sieje czy nie sieje? Mówi, że Ameryka mało go obchodzi, ale to amerykańscy dysydenci rozłożyli na czynniki pierwsze "marksizm kulturowy" ćwierć wieku temu, nie Krzysztof Karoń 20 lat później.
Żeby nie było spóźnionych rozczarowań jakie np. obecnie kultowcy Jordana Petersona przechodzą (właśnie wylądował na odwyku). Albo charyzmausze odsłaniają kulturbolszewizm do dna, albo wypad ze słodkiej sceny.
Tu mamy wzorzec źródłowy, nie dajmy się wyprowadzać z głębi w brodzik.


TŁUMACZENIA

Krzysztof Szwagrzyk

Jews in the Management of the UB


Opracowanie

Neokonserwatyzm